Pierwsze kroki

04.06.18

To, że urodziłaś/łeś się trans, wie się już od wczesnego dzieciństwa. Dlaczego tak się dzieje? Bóg jeden wie… Różne są na ten temat teorie. Mnie one nie interesują. Odkąd sięgam pamięcią od 4 albo 5 roku życia byłam dziewczynką. To środowiska rodzinne, religijne i społeczne blokują nasz prawidłowy rozwój psychoseksualny doprowadzając do zaburzeń psychicznych i samobójstw. Całe życie wyśmiewana, wyzywana, poniżana, odrzucana, niechciana i krytykowana uzależniłam się od narkotyków i zachorowałam na ciężką depresję.

Co wydaje mi się na dzień dzisiejszy ważne? Wsparcie rodziny. W moim przypadku siostry, która szybko spostrzegła beznadzieję życia w Polsce i uciekła do Niemiec. Pan Bóg nie poskąpił mi talentów. Całe życie się uczyłam. Dzięki temu mogę mieszkać i pracować w tym państwie. Także leczyć się, po prostu żyć i próbować doprowadzić do całkowitej zmiany płci. Tutaj wydaje mi się to bardziej prawdopodobne niż w Polsce.

Pierwsze co, to psychiatra lub psycholog najlepiej ze specjalizacją z seksuologii. Marzenie to seksuolog. Im wcześniej, tym lepiej! W czasach mojej młodości homoseksualizm leczono „prądem”.

06.06.18

Co mam już za sobą

Z pewnością ujawnienie się w najbliższym kręgu rodzinnym i wśród znajomych. Uznanie oraz powodzenie u mężczyzn (tego najbardziej się obawiałam, tzn. odrzucenia). Zdobyłam cztery niezależne diagnozy ICD-10 F64.0. Najtrudniejsze były pierwsze wyjścia w nowej roli za dnia na miasto. Za sobą mam także utratę pracy, mieszkania, zdrowia, szpital psychiatryczny, 6tygodniową rehabilitację w związku z depresją. W wiosce, w której teraz mieszkam też wszyscy wiedzą. Nie dbam o to co kto mówi, albo sądzi. Zapuściłam na nowo włosy. Nie biorę narkotyków. W nowej pracy co prawda tylko dwóm koleżankom powiedziałam, że mam inną orientację i żeby się nie irytowały moją kobiecością. Niby zaakceptowały. Jedna Niemka, druga Turczynka (nazwałam ją Belzebub). W sierpniu kończy mi się umowa. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy zostanie przedłużona. Robię swoje. Staram się nie wchodzić nikomu w drogę. Unikam konfliktów jak mogę. Ale z ludźmi to nigdy nie wiadomo. Jak by mi dali na stałe to żyć nie umierać.

07.06.18

Teufelkreis

Teufelkreis to po polsku błędne koło, dosłownie diabelski krąg. Sytuacja bez wyjścia. Przychodzisz na świat w nieswoim ciele i koło zaczyna się obracać. Środowisko rodzinne, potem społeczne i religijne. Tak należy, a tego nie wolno. W psychice zaczynają się problemy. Poczucie wstydu, odrzucenia, wyparcia, które niczym bumerang wracają i uderzają z podwójną siłą. A tego, że się taki lub taka urodziliście, nie da się ukryć. Sposób bycia, gesty, mowa. Tego nikt nie nauczy. Oduczyć też się nie da. Tak działa natura. W kwietniu odwiedziła nas w Niemczech kuzynka z Holandii. Opowiediałam jej wszystko po czterdziestu latach. Wiecie co powiedziała… że wiedziała o tym od zawsze. Chcesz się dopasować. Być normalny…. 40 lat mi zajęło aby w ogóle dopuścić do siebie myśl, że jestem kobietą. Nieuświadomione wstyd i strach. Jak trafiłam pierwszy raz do psychiatry we Frankfurcie pierwszą diagnozą okazało się zaburzenie adaptacyjne, dokładnie F43.9 czyli reakcja na ciężki stres nieokreślona. Chcesz się dopasować za wszelką cenę. I nie wychodzi. Można nauczyć się roli, ale to zawsze tylko rola. Nie ty sama albo sam. I krąg się zamyka. Z jednej strony świat zewnętrzny i jego reguły a z drugiej ty i twój bagaż. Trudno nie wpierdolić się w nałogi. Z jednej strony życie, inni ludzie i praca, z drugiej pragnienie kobiecego ciała dopasowanego do psychiki. A gdzie w tym wszystkim jeszcze nigdy nie spełnione marzenia o mężu i dzieciach. Napięcie z wolna rośnie czy tego chcesz czy nie. Coś pęka i wubuha. I jest już wszystko jedno. Aby móc być sobą w tym świecie, najpierw należy być kimś. Tak całe życie próbowałam. Zobaczymy dalej.